...
Dom SportGwiezdny mecz Lecha. To za takie momenty mistrz płacił krocie

Gwiezdny mecz Lecha. To za takie momenty mistrz płacił krocie

przez admin

Trzy z czterech najdroższych nabytków w historii Lecha Poznań odpowiadają za większość kluczowych momentów zwycięskiego meczu w Danii. Mistrz Polski dostał przeciwko Aarhus nagrodę za postęp, jaki zrobił jako cała organizacja. Na takie kopnięcia od niechcenia pod poprzeczkę w newralgicznych momentach pracuje się latami.

Rozbicie mistrza Danii 4:1 na wyjeździe w eliminacjach Ligi Mistrzów strudzonym latami europejskich niepowodzeń kibicom może wyglądać na dowód kolosalnego postępu, jaki zrobił Lech Poznań i w ogóle polski futbol klubowy w ostatnich latach. To prawda, ale z jednym zastrzeżeniem. Najlepsza polska drużyna nie zaczęła grać wyraźnie lepiej niż wcześniej. Przystąpiła jednak do rozgrywek jako znacznie silniejsza organizacja. I to pozwoliło w 90 minut rozstrzygnąć dwumecz, choć wydarzenia na boisku długimi fragmentami tego nie zwiastowały.

Różni mistrzowie Polski, ale Lech zwłaszcza, mieli tradycję przystępowania do gry o Ligę Mistrzów, walcząc sami ze sobą. Gdy już startowała Ekstraklasa, notorycznie można było w poprzednich latach odnieść wrażenie, że Polska wysyłała do walki o najsilniejsze klubowe rozgrywki nie tę drużynę, którą powinna. Podczas gdy mistrz tracił najlepszych piłkarzy z powodu transferów czy kontuzji, ktoś inny zwykle pokazywał formę, jaką chciałoby się widzieć w eliminacjach Ligi Mistrzów. Dość powiedzieć, że Niels Frederiksen został pierwszym w XXI wieku trenerem Lecha, który przetrwał na stanowisku pełny sezon po zdobyciu mistrzostwa.

Mistrz gotowy jak nigdy

Tegoroczny Lech do tego schematu nie pasuje. Przystępuje do rywalizacji z tym samym trenerem, co w poprzednich dwóch latach. Uniknął plagi kontuzji, która zeszłego lata osłabiła go na długie miesiące. Jeśli tracił zawodników, to tylko takich, których następców miał już gotowych. Nawet jeśli nie można w tym sensie jeszcze uznać, że się wzmocnił, na pewno się nie osłabił. W rywalizacji o Superpuchar wyglądał dokładnie tak, jak w pieczętującym tytuł majowym meczu w Radomiu: nawet szybko stracona bramka w niczym nie zachwiała pewności Lecha, że jest lepszy i wkrótce odrobi straty z nawiązką. Doświadczenie europejskie też nie było bez znaczenia. Trener w minionym sezonie mógł zobaczyć, co działa, a co nie, na tym poziomie. Zwykle, nawet jeśli ktoś w Polsce zdąży się o tym przekonać i wyciągnie z lekcji coś konstruktywnego, nie ma okazji tego wdrożyć już cztery miesiące później. A tyle dzieliło ostatnie pucharowe mecze Lecha.

Zobacz wideo Argentyna: rozruchy po porażce w finale MŚ. Kibice żegnają Messiego

A jednak już pierwsze minuty meczu w Randers, gdzie rozgrywa europejskie mecze mistrz Danii, pokazały, że rację mieli ci, którzy twierdzili, że Kolejorz trafił na najtrudniejszego rywala z możliwych na tym etapie. Osłabiony personalnie, czy nie, po drugiej stronie stał przeciwnik zorganizowany, aktywny bez piłki, mający klarowny plan na mecz i w żaden sposób nieprzestraszony przyjazdem mistrza Polski. Pachniało to wieloma niemiłymi zderzeniami polskiej piłki z rywalami, którzy mieli być do przejścia, a okazali się za silni.

Zobacz inne