Kibice dyskutują o błędnym podpisie „Daria Abramowicz, trenerka Igi Świątek”, który pojawił się podczas transmisji meczu Igi z Viktoriją Golubić (6:2, 6:1) w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Toronto. Tymczasem lepiej niż na niefortunną grafikę spojrzeć w statystyki i wyłuskać jedną, bardzo znaczącą. W Kanadzie Świątek w jednym elemencie wygląda o niebo lepiej niż ostatnio. Oby potwierdziła to za chwilę, w bardzo trudnym meczu czwartej rundy.
Iga Świątek popisała się pięknym skrótem. Polka praktycznie nigdy ich nie gra, a ten był tak znakomity, że aż sama Iga szeroko się po nim uśmiechnęła. Jeszcze większe zdziwienie w trakcie meczu Polki z Viktoriją Golubić w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Toronto wywołało to, co zrobił realizator transmisji, pokazując nam Darię Abramowicz i podpisując ją jako trenerkę Igi (faktycznego trenera, Francisco Roiga, nie ma w Toronto – Hiszpan ma wolne). Ta pomyłka jest oczywiście szeroko komentowana w serwisach społecznościowych.
Ale obie niespodzianki z meczu Świątek – Golubić chyba przebija trzecia. Bardzo miła. I trzeba tylko ściskać kciuki, żeby Iga Świątek trzymała to, co potrafiła w czwartek pokazać.
- 5 z Alexandrą Ealą w przegranym meczu III rundy Wimbledonu;
- 5 z Karoliną Pliskovą w wygranym meczu II rundy Wimbledonu;
- 9 z Taylor Townsend w wygranym meczu I rundy Wimbledonu.
Tak dużo podwójnych błędów serwisowych Iga Świątek popełniała w swoim ostatnim turnieju. Miesiąc temu w Londynie miała potężne problemy z własnym podaniem. Podwójne błędy wyrażały to tak samo, jak liczba przełamań – w trzech meczach Wimbledonu 2026 Świątek przegrała w sumie 10 swoich gemów serwisowych, co dawało średnią 3,33 przełamania na mecz. Teraz w Toronto Iga po razie straciła podanie w pierwszym meczu z Sarą Bejlek i w drugim z Viktoriją Golubić.
Świątek ma z tym problem od dawna. Teraz pojawiła się nadzieja
Stawiając sprawę uczciwie, kłopoty serwisowe Świątek na Wimbledonie nas nie dziwiły – to była kontynuacja problemów z tym elementem, jakie obserwowaliśmy już od dłuższego czasu. Gdy przed Wimbledonem Polka odpadała z Rolanda Garrosa, przegrywając w czwartej rundzie z Martą Kostiuk, popełniła pięć podwójnych błędów serwisowych, nie zagrała ani jednego asa i została przełamana aż sześć razy. A chwilę wcześniej w paryskim turnieju, nawet w wyraźnie wygranym meczu z Sarą Bejlek (6:2, 6:3), Iga miała bilans 0 asów, 6 podwójnych błędów serwisowych. I do tego przegrała aż cztery swoje gemy serwisowe.
Teraz w Toronto, w meczu z tą samą Bejlek Świątek, zaserwowała jeden as i miała jeden podwójny błąd serwisowy. A z Golubić zanotowała dwa asy przy jednym podwójnym. Dodajmy po tylko jednym przegranym gemie przy swoim podaniu. Wyraźnie widać poprawę.
Może to jeszcze nie są statystyki, na których można budować narrację o Świątek wracającej do wielkiej formy. Ale widać, że serwując Iga czuje się pewniej niż jeszcze miesiąc temu. Wygląda na to, że jakiś efekt dały jej treningi z Francisco Roigiem w Warszawie i Raszynie, prowadzone przez trzy tygodnie między Wimbledonem a Toronto.
Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! „Bardzo jej ufa”
Teraz próba ognia. I dobrze, przekonamy się, czy Świątek wytrzyma
Oczywiście od razu trzeba tu zastrzec, że prawdziwy test dopiero przyjdzie. Bejlek i Golubić to nie były rywalki z najwyższej półki. Przeciw nim Świątek mogła czuć się swobodniej niż pewnie poczuje się, wychodząc na kolejny mecz. W czwartej rundzie w Toronto Polka zmierzy się albo z Martą Kostiuk, która ma świetny sezon – z już dwoma wygranymi tytułami i z półfinałami w dwóch ostatnich turniejach wielkoszlemowych (Roland Garros i Wimbledon), albo z Madison Keys, wielkoszlemową mistrzynią z podobnych kortów do tych w Toronto – w Australian Open.
Ale to bardzo dobrze, że Świątek czeka trudny test. Po miesiącach zawirowań serwis nie stał się jeszcze na powrót pewną bronią Polki, jeszcze wciąż daleko mu do poziomu choćby z ubiegłorocznego Wimbledonu, gdzie Iga była niemal nie do przełamania. Ale jeśli ta stal ma się na nowo hartować, to tylko w prawdziwym ogniu.