Hubert Hurkacz z bolesną porażką w starciu z Boticiem van de Zandschulpem w trzeciej rundy turnieju ATP 1000 w Montrealu. Polak wygrał pierwszego seta, miał dwie piłki meczowe, ale ostatecznie musiał uznać wyższość rywala. To spotkanie zapamięta na długo.
Hubert Hurkacz na Wimbledonie zasygnalizował zwyżkę formy. Dotarł do czwartej rundy tej imprezy wielkoszlemowej i prowadził już 2:0 z Janem-Lennardem Struffem, ale niestety kontuzja sprawiła, że Polak tracił moc. Doszło do piątego seta i tam nie był już w pewnym momencie w stanie kontynuować gry i skreczował. Byliśmy ciekawi, jak zaprezentuje się podczas zmagań w Montrealu. Dwie pierwsze rundy były świetne w jego wykonaniu. Najpierw w trzech setach pokonał Marcosa Girona – 7:5, 4:6, 6:2, a później po dwusetowym boju okazał się lepszy od Alejandro Tabilo – 6:4, 7:6(4).
Zobacz wideo Alan Ważny o eliminacjach Enea Poznań Open 2026: Zagrałem bardziej agresywnie
Perfekcyjny pierwszy set Hurkacza
Botic van de Zandschulp, piątkowy rywal Hurkacza, nie należy do grona najgroźniejszych tenisistów, ale niespodzianki potrafi sprawiać. Pokazał to w drugiej rundzie, kiedy pokonał Daniiła Miedwiediewa 6:3, 7:6(5).
Co do bezpośrednich pojedynków Hurkacza i van de Zandschulpa, to obaj panowie spotkali się tylko raz i to dawno temu. Mowa o pamiętnym boju z Rolanda Garrosa 2021, kiedy Polak wygrał dwa pierwsze sety, ale ostatecznie uległ rywalowi 2:3.
Słaby początek drugiej partii w wykonaniu Hurkacza. Później wiele się zmieniło
Rywal Polaka świetnie rozpoczął kolejnego seta. Wygrał dwa gemy z rzędu, wykorzystując chwilowy kryzys Hurkacza. Kiedy wydawało się, że powiększy przewagę przy własnym podaniu, to… zaczął się wyraźnie denerwować, popełniać błędy i doszło do przełamania powrotnego. Hurkaczowi byłoby trudno wrócić ze stanu 0:3, a tak pojawiła się szansa na wyrównanie.
Nasz tenisista z niej skorzystał, a następnie drugi raz z rzędu przełamał Holendra. Znów widzieliśmy pomyłki z jego strony, ale trzeba oddać Hurkaczowi, że grał głęboko, czasami trafiał w linię końcową i z takich piłek van de Zandschulp nie mógł zagrażać Wrocławianinowi.
Hurkacz przejął inicjatywę. Przy stanie 5:4 miał dwie piłki meczowe, ale ich nie wykorzystał. W tym gemie dochodziło do niecodziennych sytuacji. Np. w kluczowej akcji Polak z całej siły przebił piłkę, rywal leżał na korcie, ale piłka odbiła się w taki sposób od jego rakiety, że spadła tuż za siatkę po stronie Hurkacza. Tuż po tym nasz tenisista zanotował… podwójny błąd serwisowy. Było wtedy 5:5.
O losach drugiej partii decydował tie-break. W nim Hurkacz prowadził 4-2, ale to rywal był konkretniejszy w ofensywie, wygrał pięć kolejnych akcji i tym samym doprowadził do trzeciego seta.
W nim długo nie oglądaliśmy przełamań. Przy własnym serwisie to jednak van de Zandschulp grał zdecydowanie pewniej. Zastanawiająca była ogromna liczba podwójnych błędów serwisowych Hurkacza. Polak nie przyzwyczaił kibiców do czegoś takiego, lecz trzeba przyznać, iż w kluczowych momentach potrafił się wybronić. Rywal miał nawet break pointy.
Kiedy było 5:4 dla Polaka, to jednak van de Zandschulp musiał walczyć o pozostanie w meczu. Było kilka pięknych akcji, przez chwilę Holender miał kłopoty, ale ponownie doprowadził do wyrównania, a później przełamał półfinalistę Wimbledonu z 2021 roku. Wtedy pozostało już tylko utrzymać własny serwis i tak też van de Zandschulp zrobił. Hurkacz może sobie pluć w brodę. To kolejna bolesna porażka z tym przeciwnikiem.
Hubert Hurkacz – Botic van de Zandschulp 6:3, 6:7 (4), 5:7