...
Dom SportPolska bezradnych rodziców. Jak zmusić dziecko do ruchu nie robiąc mu krzywdy

Polska bezradnych rodziców. Jak zmusić dziecko do ruchu nie robiąc mu krzywdy

przez admin

Co jest nie tak z naszymi dziećmi, że nie chce im się ćwiczyć, gdy w tym czasie rówieśnicy w Skandynawii robią dziesiąty kilometr na nartach?

  • Ponad połowa polskich dzieci w wieku 8–12 lat ma zbyt niski poziom tzw. alfabetyzacji ruchowej
  • 94 proc. uczniów polskich szkół posiada niewystarczający poziom kompetencji ruchowych
  • Czy szkoła powinna wyręczyć rodziców w zmuszeniu nastolatków do aktywności fizycznej?
  • Ilu rodziców mówi, że chcieliby, żeby ich dzieci ćwiczyły tylko dlatego, że to dobrze brzmi? 
  • Kto lub co odpowiada za zapaść fizyczną młodzieży w Polsce?
  • Kulturę fizyczną w Polsce czeka rewolucja, bo inaczej medali nie będzie, a społeczeństwo będzie coraz bardziej niedomagać
  • Czy bony na WF dla dzieci w klubach to dobry pomysł?

Radosław Leniarski, Dariusz Wołowski: Co jest z polskimi dziećmi, że tak bardzo boją się sportu?

Michał Lenartowicz, socjolog sportu, AWF Warszawa, prezydent Europejskiego Stowarzyszenia Socjologii Sportu: – Z nimi nic. Nie da się tego wyjaśnić jednym zdaniem, choć właśnie tego pewnie wszyscy byśmy chcieli. Niech punktem wyjścia do tej odpowiedzi będą badania, które od 2021 roku robimy z innymi AWF-ami. Niepokój o kondycję dzieci i młodzieży w pandemii COVID-19 sprawił, że rząd zwrócił się do nas z pytaniem, czy moglibyśmy przyjrzeć się sytuacji. Czując, że faktycznie dzieje się coś złego, zespoły z AWF-ów sięgnęły po wyniki dawnych badań sprawności fizycznej polskich dzieci, które przez lata prowadził m.in. profesor Ryszard Przewęda, a po nim kolejne pokolenie badaczy. Już porównanie wyników badań z 2021 r. z wynikami z 2011 r. pokazało, że sprawność fizyczna polskich uczniów w badaniu z roku 2021 jest wyraźnie niższa. Wstępna interpretacja była taka, że za zapaść sprawnościową odpowiada pandemia.

Zobacz wideo Interesują się sportem raz na 4 lata. „Nie mogę na to patrzeć”

Chce pan powiedzieć, że to jednak nie pandemia jest winna, albo że nie tylko ona?

– No właśnie, nie tylko ona była problemem. Zakończyliśmy edycję badań z roku 2025. Były na to pieniądze, gdyż sprawa okazała się poważna, wzrasta otyłość dzieci, spada sprawność, zmniejsza się zainteresowanie sportem i spada aktywność fizyczna. Jeśli ponad 50 proc. badanych dzieci ze szkół podstawowych nie potrafi przeskoczyć przez skakankę nawet jeden raz, to znaczy, że sytuacja staje się dramatyczna. A problemy na poziomie jednej trzeciej badanych dotyczą także prób rzutu i chwytu piłki, co może sygnalizować rozwojowe zaburzenia koordynacyjne.

Idąc dalej tym tropem, według mnie dzieci w szkole podstawowej powinny mieć obowiązek bycia członkiem klubu sportowego, jakiegokolwiek, o dowolnej dyscyplinie. To mogą być rzutki, futsal, hokej na trawie, frisbee, cokolwiek. Już mówiliśmy o tym, że infrastruktura sportowa przestała być od dawna problemem, a ludzie są zamożniejsi. Powinniśmy umieć sobie z tym poradzić.

Czyli chciałby pan zaświadczenia o aktywności w klubie jako warunku zaliczenia wychowania fizycznego w szkole lub podnoszącego ocenę z zachowania?

– Tak. W pierwszym odruchu część rodziców może powiedzieć, jak można zmuszać dzieci do czegoś podobnego. No, bo to jest koszt – o tym zaraz powiem – to jest dodatkowe zobowiązanie, bo odbywa się po szkole. Dzieci i tak mają już tak mało czasu wolnego. Jednak moim zdaniem to może być bodziec i punkt wyjścia. Rodzice mogą powiedzieć dzieciom, że trzeba to robić, gdyż to jest wymóg szkolny. A jeśli to jest wymóg szkolny, to po prostu trzeba to zrobić.

Koszty…

– Państwo może wprowadzić bony. Zamiast dawać tylko 500+ albo 800+, może zaproponować jakiś sportowy bon rozliczeniowy. Z takim bonem pójdziemy do klubu i dziecko w ramach obowiązku szkolnego będzie ćwiczyć także poza szkołą. Akurat w tej dziedzinie nie jest ono wybitnie sprawne, nie bardzo sobie radzi, więc zajmij się nim trenerze lub instruktorze, bo inaczej nie zaliczy wychowania fizycznego.

To tylko jeden z możliwych pomysłów. Być może nie najlepszy. Jak pomnożymy taki przypadek przez dziesiątki, setki, tysiące, to nawet jeżeli jakaś część rodziców i jakaś część dzieci przyniesie fikcyjne zaświadczenia, to i tak przygniatająca większość wejdzie w ten system. System stanie się powszechny. Na wsi dzieci zostaną godzinę dłużej w szkole, w klubie uczniowskim, a jeżeli się okaże, że więcej dzieci zostaje, może wtedy się zmieni rozkład jazdy autobusu szkolnego, a może gmina wprowadzi drugi autobus dla dzieci biorących udział w sporcie. W idealnych warunkach system zacznie pracować tak, jak w wielu innych krajach. Być może zmienią się stopniowo jakieś wzory kultury fizycznej. Uznawane za snobistyczne prywatne szkolnictwo w Wielkiej Brytanii, Eton i inne, poza tym, że stawiało na kształcenie intelektualne, obowiązkowo wdrażało do sportu. Tam nie było i nie ma nadal mowy, że ktoś się nie nadaje albo ktoś nie może. Wszyscy grają w rugby i już. A dziewczynki w lacrosse. Grasz w pierwszym składzie, w drugim, w kolejnym. Ale grasz.

Teraz państwo i szkoła jakby poddawały się właśnie w tej jednej, jedynej sferze – sportu dzieci.

– No właśnie. Państwo poczuwa się do obowiązku kontrolowania mnóstwa obszarów rzeczywistości. Poprzez system szkolny stosuje przemoc symboliczną wobec uczniów, tworząc podstawy programowe, minimalne wymogi itd. Państwo uznaje, że matematyka, fizyka, chemia, polski, są niezbędne, bo później obywatel nie poradzi sobie w życiu, nie służy społeczeństwu. Państwo za to płaci. Finansuje również wychowanie fizyczne w szkole. Ale w odróżnieniu od matematyki, fizyki, chemii, polskiego, w sporcie odpuszcza na pierwszy sygnał o kłopotach. Płaci za WF, ale realnie nie traktuje go jako pełnoprawnego przedmiotu szkolnego. Raczej na zasadzie: jak dzieci coś chcą robić, to niech robią, a jak nie, to nie.

Mamy w Polsce nieznany w wielu innych krajach obowiązek prowadzenia zajęć wychowania fizycznego na studiach wyższych. Studenci mogą zaliczać WF aktywnością na uczelni, czasami mogą zaliczać te zajęcia aktywnością poza uczelnią. Dlaczego państwo wprowadziło obowiązek wychowania fizycznego i aktywności sportowej na studiach wyższych, czyli dla dorosłych ludzi, a w młodszym wieku nie? 

Ludzie mają tendencję do dostosowywania się do obowiązku, ale akurat na WF nie jest to wykorzystywane. Nie umiesz, to usiądź na ławce i posiedź. Na nauczycieli wywierana jest presja, bo co z tego, że ktoś nie chodził na WF, ale on lub ona ma szóstki z historii, więc trzeba się nie wygłupiać i zaliczyć wychowanie fizyczne. Niektórzy nauczyciele się upierają i mówią, słuchajcie, ale jak mam zaliczyć, skoro tego ucznia nawet nie widziałem na lekcji. I słyszy: nie żartuj, przecież to jest śmieszny przedmiot, wpisuj tam trójkę, czwórkę, a najlepiej piątkę, żeby średniej nie obniżyć.

Kiedy mieliśmy program WF z AWF, we współpracy z Decathlonem, rzucono hasło „matura z wychowania fizycznego”. Trochę się wszyscy z nas pośmiali. Potem w mediach, w radiu ktoś próbował do sprawy podejść bardziej poważnie. Gdyby hipotetycznie poważnie to potraktować, czy na poziomie matury, czy na poziomie ukończenia szkoły średniej, to by się okazało, że to byłby horror. Wszyscy w sposób brutalny dowiedzielibyśmy się tego, co my, naukowcy, wiemy teraz: że bardzo wiele naszych dzieci jest analfabetami ruchowymi.

Do tego analfabetyzm ruchowy staje się obciążoną hipoteką, z którą młodzi ludzie wchodzą w dorosłe życie. Niesprawne dzieci to niesprawni rodzice. I teraz bardzo często jest tak – wiem to z innych badań, że rodzice nie uprawiali sportu, ale jak widzą swoje dzieci, to nagle mówią, ups, ja coś muszę z tym zrobić. Mówią, cóż, faktycznie nie chodziłem na WF i nie uprawiałem sportu i teraz w zasadzie nie bardzo mam czas. Ale obowiązek w stosunku do dziecka wymaga, żebym prowadził je na jakieś zajęcia ruchowe. Miałem mnóstwo takich wywiadów z rodzicami o tenisie, czy piłce nożnej. Zwłaszcza w tenisie: nigdy sam nie grałem, ale muszę z tym moim dzieckiem coś zrobić, bo przecież ono w ogóle się nie rusza. Powtarzane są kwestie: kiedyś, wie pan, śmiałem się z tego WF-u. Teraz jak mnie trochę kręgosłup boli, to już się mniej śmieję, a mojemu dziecku nie odpuszczę. Eksperymentem społecznym i testem na znaczenie wychowania i kultury fizycznej, była pandemia. Jak dzieci ugrzęzły w domach, to się nagle okazało, że dziecku brakuje ruchu. Że jest ospałe, niekontaktowe, słabiej się uczy. Niech nauczyciel WF podeśle jednak jakieś ćwiczenia online. Wesprze rodziców. Dziecko odrabia pracę domową, a rodzic mówi, słuchaj, a pracę domową z WF zrobiłeś? Co tam było? Pompki, układ taneczny, masz w internecie do powtórzenia, zrobiłeś to? No nie, ale daj spokój, tato, to tylko WF. Nie, kochany, ty masz się ruszać, bo ja widzę po tobie, że jest ci to bardzo potrzebne.

Napisałem kilka tekstów o kulturze fizycznej w pandemii i jeden z nich kończę wnioskiem, raczej nadzieją, że lekcję pandemiczną, która nam wszystkim zwróciła uwagę, że aktywność fizyczna, sport i rekreacja ruchowa są bardzo ważne, będziemy pamiętać na dłużej. Teraz stwierdzam jednak, że mamy niestety raczej krótką pamięć.

Zobacz inne