Zawartość
- 1 Łukasz Jachimiak: Jak twoja ręka?
- 2 Co ci się właściwie stało? Uszkodziłeś dłoń, ale nie było rany ciętej?
- 3 Kości pękły?
- 4 Ból to pewnie jedna kwestia, ale druga jest taka, że gdybyś nawet garściami brał leki czy sobie wstrzyknął blokadę, nie miałbyś w dłoni czucia i technicznie byś sobie nie poradził?
- 5 Wróciłeś już do treningu?
- 6 Jak ważne jest regenerowanie umysłu?
- 7 Jestem ciekaw proporcji, jakie przyjąłeś. Regeneracji umysłu poświęcasz tyle samo czasu, co regeneracji ciała? Zapisałeś się na jakąś jogę?
- 8 Mam wrażenie, że na mistrzostwach w Toruniu jesteś trochę jak miś z zakopiańskich Krupówek. Dajesz wywiady, spotykasz się z kibicami, bierzesz udział w rozmaitych akcjach promujących imprezę.
- 9 Zdradź mi, proszę, czy jest pomysł, żebyś wpadł do TVP i skomentował rywalizację w skoku o tyczce?
- 10 Kiedyś oglądałem skoki z komentarzem Adama Małysza i na pewno chętnie bym obejrzał tyczkę z tobą za mikrofonem.
- 11 Były już kiedyś w Toruniu takie zawody, w których nie startowałeś, a Duplantis pobił rekord świata. Będzie powtórka?
- 12 To był 2020 rok – byłeś kontuzjowany i zdzwanialiśmy się, żebyś mi skomentował tamten pierwszy rekord Szweda. To było 6,17 metra.
- 13 Jestem laikiem, więc może cię teraz rozśmieszę, ale czasami myślę, że Duplantis może skoczyć nawet 6,50.
- 14 A jaką wysokość ogarnia twój umysł, jeśli chodzi o twoje skakanie? Jak wysoko sobie zawieszasz poprzeczkę w tym momencie kariery?
- 15 A z kim trenujesz po tym, jak latem opuścił cię trener Marcin Szczepański?
- 16 Czyli to nie była opcja tymczasowa?
- 17 Czy twoja żona ma jakieś uprawnienia do prowadzenia ciebie, poza aktem ślubu?
- 18 Czyli żona skończyła kurs trenerski?
- 19 Czyli gdybyśmy chcieli być złośliwi wobec trenera Szczepańskiego, to powiedzielibyśmy, że twoja żona jest wykwalifikowana bardziej od niego.
- 20 Gdy się mijasz z Marcinem, podajecie sobie ręce? Czy mijacie się na taką odległość, żeby tego nie robić?
- 21 Czyli po czasie rozumiesz jego decyzję?
- 22 Liska zamienił na Karaliska…
- 23 Latem skończysz 34 lata i to nie jest taki wiek, żeby ktoś ci kazał kończyć, ale może sam sobie wyznaczyłeś jakąś datę na pożegnanie z tyczką?
- 24 Pewnie wielu wydajesz się twardym gościem, którego nic nie rusza, ale ja nie jestem zaskoczony, że negatywne głosy na twój temat cię bolą. Czasem czytam, co piszesz na Instagramie. Widzę, jak się odsłaniasz.
- 25 Częściej to krytyka czy hejt?
- 26 Za co jesteś najczęściej hejtowany?
- 27 Naprawdę częściej ci piszą, że jesteś stary i się nie nadajesz, niż ubliżają ci za walki w MMA?
- 28 A co z tym twoim MMA? Po porażce z grudnia już trochę wszystko ucichło?
- 29 Jedno pytanie, jeśli pozwolisz. Czy dobrze sobie wyobrażam, że chociaż jesteś multimedalistą mistrzostw świata w skoku o tyczce, to w lekkoatletyce nigdy za żaden sukces nie dostałeś takiej gaży, jak za walkę w klatce? Nie proszę, żebyś podał kwoty, pytam o skalę.
- 30 Czyli bardziej chodziło o chęć sprawdzenia się w czymś ekstremalnym, ale w inny sposób?
- 31 A będziesz jeszcze walczył?
- 32 Jasne, kończymy. Dobrze pamiętam, że masz dwoje dzieci?
- 33 Im jest trudniej, gdy znikasz na obozy? Czy tobie?
- 34 Jak wy to wszystko macie zorganizowane, skoro żona jest twoją trenerką? Jeździcie na niektóre obozy z dziećmi, a czasami liczycie na babcie, dziadków, ciocie, wujków i dobrych sąsiadów?
- 35 Masz taką myśl, a może nawet takie marzenie, że skoro od zawsze dzieci widzą z bliska, co robisz, to pójdą w twoje ślady? Mondo Duplantis też miał tatę tyczkarza i na dodatek starszego brata uprawiającego tę dyscyplinę, a mamę – wieloboistkę.
- 36 Macie już w ogrodzie materac i stojaki? Znowu nawiązuję do dzieciństwa Duplantisa, ale same się nasuwają te podobieństwa między jego początkami a być może początkami twoich dzieci.
- 37 Poruszymy trudny, ale ważny temat?
- 38 Po wizytach na twoim Instagramie zastanawiam się, z czym się zmagasz. Często piszesz o głowie. Na przykład ogłaszając, że przez kontuzję nie wystartujesz w Toruniu, napisałeś tak: „Wiele razy łamałem tyczki, ale pierwszy raz tyczka złamała mnie. Kości się zrastają, a ten czas poświęcę na pracę nad głową, w której coraz częściej kroczę ciemnymi ścieżkami”. Natomiast jeden z najnowszych postów zaczynasz tak: „Krzyk na bani… Często huczy nam w głowie, dusimy te sygnały, bo się ich boimy, są niewygodną odpowiedzią, uzasadnionym bardziej bądź mniej zmartwieniem, niedokręconą śrubą. Każdemu huczy inaczej, czasem ten niemy sygnał ciężko zauważyć”. Powiesz, co się dzieje?
- 39 Ale co konkretnie u ciebie sport leczy? To jakieś stany depresyjne?
– Tak, to były lukratywne oferty – mówi Piotr Lisek o dwóch walkach, które stoczył w MMA. Teraz goją się na nim inne rany. – Sport mocno leczy moją głowę – wyznaje multimedalista lekkoatletycznych mistrzostwa świata.
Piotr Lisek jest ambasadorem halowych mistrzostw świata Kujawy Pomorze 2026, ale niestety w Toruniu nie wystartuje. Wszystko przez kontuzję ręki. Dokładnie 8 lutego w niemieckim Karlsruhe pod pięciokrotnym medalistą MŚ (wywalczył srebro i dwa brązy na stadionie oraz dwa brązowe medale w hali) pękła tyczka.
Zobacz wideo Ada Sułek chce zdobyć medal w Los Angeles w 2028 roku. „Macierzyństwo dodaje mi skrzydeł”
A czy sam Lisek też nieco pęka? Czy po latach bycia na szczycie trudno mu się odnaleźć w rzeczywistości, w której coraz rzadziej walczy o podium? I w której coraz częściej jest krytykowany, między innymi za walki w MMA (stoczył dwie – jedną wygrał i jedną przegrał).
Łukasz Jachimiak: Jak twoja ręka?
Piotr Lisek: Już dobrze. Ale bardzo mi szkoda, że kontuzja mnie zatrzymała. Wszystko szło fajnie, treningi pokazywały, że będę mógł się pokazać na toruńskich mistrzostwach świata z dobrej strony. Niestety, jak wypadasz z treningu na chwilę przed mistrzostwami, to cię to dyskwalifikuje. Gdyby zdarzyło się na początku sezonu halowego, wtedy by było inaczej. A zdarzyło się 8 lutego, czyli praktycznie miesiąc przed mistrzostwami. Pech. Ale złamania tyczek w tym sporcie się zdarzają. I kontuzje. Trudno.
Co ci się właściwie stało? Uszkodziłeś dłoń, ale nie było rany ciętej?
Poszły kości śródręcza. I zupełnie nie mogłem chwytać.
Kości pękły?
Myślę, że nie, ale nie sprawdziłem tego, bo nie chciałem się dołować. Do ostatniej chwili czekałem z podjęciem decyzji, czy przygotowuję się dalej do mistrzostw. Łudziłem się, że dam radę. Niestety, to nie była przeszkadzająca mucha, która ci bzyczy nad uchem i wkurza. Ja naprawdę jestem gościem, który potrafi dużo bólu znieść, ale ten ból był dyskwalifikujący. Nie byłem w stanie nic z tym zrobić.
Ból to pewnie jedna kwestia, ale druga jest taka, że gdybyś nawet garściami brał leki czy sobie wstrzyknął blokadę, nie miałbyś w dłoni czucia i technicznie byś sobie nie poradził?
Nawet się nad tym nie zastanawiałem, bo ból był tak duży, że czego bym nie próbował, żeby go zmniejszyć, i tak nie mogłem zacisnąć dłoni. Nie byłem w stanie chwycić niczego, a co dopiero mówić o tyczce, do trzymania której trzeba dużej siły.
Wróciłeś już do treningu?
Jeszcze nie. Na razie regeneruję ciało i umysł. Bo stwierdziłem, że jest taka potrzeba. Wracam za chwilę, od 1 kwietnia zaczynamy przygotowania do sezonu letniego.
Jak ważne jest regenerowanie umysłu?
Nie wiem, nie mam pojęcia, nie mam tak naprawdę w tym doświadczenia. Dopiero pierwszy raz to robię.
Jestem ciekaw proporcji, jakie przyjąłeś. Regeneracji umysłu poświęcasz tyle samo czasu, co regeneracji ciała? Zapisałeś się na jakąś jogę?
Tak, na jogę też! Nie no, śmieję się, żartuję. Po prostu na tej przymusowej przerwie od początku starałem się zwolnić. Ze swoją pracą, z obowiązkami, które sobie często sam narzucam. Z tym, że wszędzie jest mnie pełno.
Mam wrażenie, że na mistrzostwach w Toruniu jesteś trochę jak miś z zakopiańskich Krupówek. Dajesz wywiady, spotykasz się z kibicami, bierzesz udział w rozmaitych akcjach promujących imprezę.
Fakt, dużo się dzieje. Tak dużo, że nawet do końca nie wiem, jaki mam zakres obowiązków. Ale to mi pasuje – jestem tu dla was, jestem dla kibiców i już pomijając, jaki jest zakres moich obowiązków jako ambasadora mistrzostw, po prostu chcę się z ludźmi cieszyć lekkoatletyką i naszymi mistrzostwami. Dla mnie oglądanie tej imprezy z trybun jest w jakiejś mierze przykre, ale jest też nowym, emocjonującym doświadczeniem.
Zdradź mi, proszę, czy jest pomysł, żebyś wpadł do TVP i skomentował rywalizację w skoku o tyczce?
Są rozmowy. Ale nie wiem, czy to ma sens, bo ja się bardzo emocjonuję, gdy oglądam zawody.
Kiedyś oglądałem skoki z komentarzem Adama Małysza i na pewno chętnie bym obejrzał tyczkę z tobą za mikrofonem.
Zobaczymy, zobaczymy. Może kibice będą mieli okazję mnie usłyszeć. Jeśli tak się stanie, będzie mi miło.
Były już kiedyś w Toruniu takie zawody, w których nie startowałeś, a Duplantis pobił rekord świata. Będzie powtórka?
Na pewno wtedy nie startowałem? Pamiętam, że to był Copernicus Cup i że Mondo pobił wtedy rekord pierwszy albo drugi raz [dziś ma już 15 rekordów świata]. Ale już sam nie wiem, czy skakałem w tamtym konkursie.
To był 2020 rok – byłeś kontuzjowany i zdzwanialiśmy się, żebyś mi skomentował tamten pierwszy rekord Szweda. To było 6,17 metra.
To już było bardzo wysoko, a dziś rekord jest tak wyśrubowany, że naprawdę ciężko będzie o kolejny. Dlatego myślę, że tak szybko po 6,31 [12 marca w Uppsali] Mondo nie skoczy kolejnego rekordu. Chociaż, z drugiej strony, cały czas pokazuje, że można przełamywać wszystkie bariery. On łamie nasze wyobrażenia o tym, gdzie rekord się zatrzyma.
Jestem laikiem, więc może cię teraz rozśmieszę, ale czasami myślę, że Duplantis może skoczyć nawet 6,50.
Nie no, to by było już strasznie ciężkie do skoczenia! Ale prawda jest taka, że kiedyś sobie nie wyobrażaliśmy, że rekord świata będzie powyżej 6,20, a już jest powyżej 6,30. Mondo jest naprawdę niesamowity. Jednak, szczerze mówiąc, 6,50 to dla mnie już wysokość nie do ogarnięcia umysłem.
A jaką wysokość ogarnia twój umysł, jeśli chodzi o twoje skakanie? Jak wysoko sobie zawieszasz poprzeczkę w tym momencie kariery?
Mam jeden cel: żeby jeszcze chociaż raz skoczyć sześć metrów. Ten wynik nadal robi wrażenie. Po to trenuję. Pewnie wielu powie, że już coraz mniej widać Liska na zawodach, ale ja jeszcze mogę skakać wysoko i mam nadzieję dać kibicom emocje.
A z kim trenujesz po tym, jak latem opuścił cię trener Marcin Szczepański?
Cały czas z moją żoną.
Czyli to nie była opcja tymczasowa?
Absolutnie nie. Myślę, że jesteśmy dobrym teamem i to działa. Tylko po prostu niefortunne zrządzenie losu z tą złamaną tyczką nam teraz przeszkodziło.
Czy twoja żona ma jakieś uprawnienia do prowadzenia ciebie, poza aktem ślubu?
Ha, ha! Moja żona ma bardzo dużo uprawnień. Gdyby formalnie nie mogła być moją trenerką, tobyśmy w to nie poszli.
Czyli żona skończyła kurs trenerski?
Zrobiła kurs trenerski w lekkoatletyce, w pływaniu, w kulturystyce, jest też specjalistką od oligofrenopedagogiki, jest nauczycielką…
Czyli gdybyśmy chcieli być złośliwi wobec trenera Szczepańskiego, to powiedzielibyśmy, że twoja żona jest wykwalifikowana bardziej od niego.
Ale nie chcemy być złośliwi. Zdecydowanie nie! Marcin jest świetnym szkoleniowcem, co udowadniają wyniki Manolo Karalisa.
Gdy się mijasz z Marcinem, podajecie sobie ręce? Czy mijacie się na taką odległość, żeby tego nie robić?
Mamy normalny, dobry kontakt. Wszyscy jesteśmy dorośli i to są normalne sprawy.
Czyli po czasie rozumiesz jego decyzję?
Od razu rozumiałem. Mówiłem po naszym rozstaniu, że decyzja Marcina jest dla mnie trudna i bolesna, ale ją rozumiem. Znalazł następcę.
Liska zamienił na Karaliska…
No tak, ma młodego gościa, którego może szkolić i który na pewno będzie z nim dłużej niż ja. Moja kariera na pewno za jakiś czas się skończy. On jest młodszy ode mnie, bardziej perspektywiczny, przed nimi pewnie wiele wspólnych lat.
Latem skończysz 34 lata i to nie jest taki wiek, żeby ktoś ci kazał kończyć, ale może sam sobie wyznaczyłeś jakąś datę na pożegnanie z tyczką?
Tak. Myślę, że igrzyska olimpijskie Los Angeles 2028 to będzie mój ostatni cel. O ile się ziści, bo jeśli – brzydko mówiąc – sport wcześniej zrezygnuje ze mnie, nie będę tupał nogą. Ale walczę, żeby czerpać z tego dużo radości i już troszeczkę mniej mi przeszkadzają negatywne głosy na mój temat. Staram się czerpać ze wszystkiego radość, tak jak na początku kariery.
Pewnie wielu wydajesz się twardym gościem, którego nic nie rusza, ale ja nie jestem zaskoczony, że negatywne głosy na twój temat cię bolą. Czasem czytam, co piszesz na Instagramie. Widzę, jak się odsłaniasz.
Chyba tak, chyba faktycznie się odsłaniam. Czasem lubię coś napisać, czasem mam potrzebę wrzucenia na Instagram czegoś głębszego. Nie jest to trudne, bo wiem, że 99 procent ludzi tego nie czyta. A czy jestem twardy, jeśli chodzi o komentarze i opinie o mnie? Chyba jak każdy. A jako że jestem osobą publiczną, to są okresy, gdy negatywnych komentarzy dostaję więcej.
Częściej to krytyka czy hejt?
Ta internetowa krytyka często jest bardzo blisko hejtu. Trudno to rozgraniczyć. Najgorszego hejtu też sporo dostaję. Wiem, że jestem osobą, która polaryzuje. Okej, biorę to wszystko na klatę. I mimo różnych trudnych spraw pracuję tak, żeby znów czerpać radość ze sportu. To tak naprawdę jedyny element, który w ostatnich latach trochę kulał. Nie mówię, że się wypaliłem, ale jakiś procent czegoś takiego poczułem.
Za co jesteś najczęściej hejtowany?
Ludzie uderzają głównie w to, że jeszcze skaczę. Piszą, że czas skończyć.
Naprawdę częściej ci piszą, że jesteś stary i się nie nadajesz, niż ubliżają ci za walki w MMA?
Tak. Myślę, że generalnie robi to bardzo mała grupa, że większość sobie zdaje sprawę, że nie widać mojego następcy, więc nikomu nie blokuję miejsca. A przy tym cały czas się kręcę na światowym poziomie. Nie rozumiem tych pretensji, że nie kończę – i to boli. Bo to taka czysta niechęć do mnie. Ale okej, przyjmuję nawet i to. Nic, co ludzkie, nie jest mi obce. Każdy gdzieś jakoś chowa emocje, a niektórzy w dziwny sposób je wylewają.
A co z tym twoim MMA? Po porażce z grudnia już trochę wszystko ucichło?
Nie gadajmy o tym, co?
Jedno pytanie, jeśli pozwolisz. Czy dobrze sobie wyobrażam, że chociaż jesteś multimedalistą mistrzostw świata w skoku o tyczce, to w lekkoatletyce nigdy za żaden sukces nie dostałeś takiej gaży, jak za walkę w klatce? Nie proszę, żebyś podał kwoty, pytam o skalę.
Tak, to były lukratywne oferty. Ale w życiu nigdy się nie kierowałem do końca finansami. Zawsze górę brał mój niepokorny charakter.
Czyli bardziej chodziło o chęć sprawdzenia się w czymś ekstremalnym, ale w inny sposób?
Tak, zdecydowanie.
A będziesz jeszcze walczył?
Skończmy ten temat.
Jasne, kończymy. Dobrze pamiętam, że masz dwoje dzieci?
Tak, sześcioletnią córkę i dwuletniego syna.
Im jest trudniej, gdy znikasz na obozy? Czy tobie?
Nasza więź jest mocna i trudno się nam rozstawać. Niby dzieciaki są przyzwyczajone, że z tatą nie jest tak, że wychodzi z domu o ósmej rano, a wraca o szesnastej, tylko że raczej wyjdzie po mleko i niestety nie ma go nawet trzy tygodnie. Ale jest to bardzo trudne. Ja i małżonka jesteśmy bardzo aktywni w pracy, ona w swojej, ja w swojej, więc mamy mało czasu. Ale staramy się, kiedy już mamy ten czas dla siebie, żeby był wysokojakościowy.
Jak wy to wszystko macie zorganizowane, skoro żona jest twoją trenerką? Jeździcie na niektóre obozy z dziećmi, a czasami liczycie na babcie, dziadków, ciocie, wujków i dobrych sąsiadów?
Powiem na przykładzie najbliższych planów. Możemy sobie pozwolić na to, żeby do Spały zabrać dzieci. Później pojedziemy na dwa tygodnie do Włoch, a dzieciaki będą wtedy miały wakacje u babci. Ale z reguły z nami jeżdżą. I na zawody, i na treningi.
Masz taką myśl, a może nawet takie marzenie, że skoro od zawsze dzieci widzą z bliska, co robisz, to pójdą w twoje ślady? Mondo Duplantis też miał tatę tyczkarza i na dodatek starszego brata uprawiającego tę dyscyplinę, a mamę – wieloboistkę.
Młody jest bardzo mocno za sportem. Emocjonuje się, krzyczy, skacze na łóżko, bawiąc się, że skacze o tyczce. To jest przesłodkie, piękne, takie niewinne. Super! A młoda biega na 60 metrów i chodzi do szkoły gimnastycznej. Oboje mają bardzo dużo do czynienia ze sportem i myślę, że tak może być już zawsze. Wiesz, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Dzieciaki lgną do tego, co ja robię na treningach, oboje się cieszą, gdy muszę ich wziąć na trening i nie nudzą się, nawet gdy są tylko ze mną, a małżonka ma jakieś swoje inne obowiązki. Zawsze się dobrze przy sporcie razem bawimy. I to jest bardzo fajne. Muszę tu też zaznaczyć, że mam to szczęście, że akurat trening tyczkarza nie jest nudny.
Macie już w ogrodzie materac i stojaki? Znowu nawiązuję do dzieciństwa Duplantisa, ale same się nasuwają te podobieństwa między jego początkami a być może początkami twoich dzieci.
Materaca i stojaków nie mamy, ale mamy batuty, drążek, poręcze, czyli wszystko, co jest potrzebne na dobry początek. A Lila w swoim pokoju ma nawet drabinkę z drążkiem i liną.
Poruszymy trudny, ale ważny temat?
Okej, dawaj.
Po wizytach na twoim Instagramie zastanawiam się, z czym się zmagasz. Często piszesz o głowie. Na przykład ogłaszając, że przez kontuzję nie wystartujesz w Toruniu, napisałeś tak: „Wiele razy łamałem tyczki, ale pierwszy raz tyczka złamała mnie. Kości się zrastają, a ten czas poświęcę na pracę nad głową, w której coraz częściej kroczę ciemnymi ścieżkami”. Natomiast jeden z najnowszych postów zaczynasz tak: „Krzyk na bani… Często huczy nam w głowie, dusimy te sygnały, bo się ich boimy, są niewygodną odpowiedzią, uzasadnionym bardziej bądź mniej zmartwieniem, niedokręconą śrubą. Każdemu huczy inaczej, czasem ten niemy sygnał ciężko zauważyć”. Powiesz, co się dzieje?
To wcale nie jest trudny temat. Myślę, że każdy z nas się zmaga z problemami. Ja się z tym nie kryję, że też je mam. Ale też nie chcę robić z siebie ofiary. Po prostu są w życiu ciężkie etapy. Teraz taki mam, bo nie mogę tu walczyć z orzełkiem na piersi, już nawet abstrahując od tego, jak ta walka by miała wyglądać. Od zawsze byłem wojownikiem i ciężko mi, że mój sezon tak się potoczył, a nie inaczej. Ale to też nie jest koniec świata. Mam tego świadomość i będę walczył dalej. Zwłaszcza że cały czas sport sprawia mi radość i mocno leczy moją głowę. Sport na głowę polecam wszystkim.
Ale co konkretnie u ciebie sport leczy? To jakieś stany depresyjne?
Nie, nie, nic takiego zdiagnozowanego. Mówię szczerze. Wyczerpałem temat.