Z Tamásem Sulyokiem, prezydentem Węgier, byłym prezesem węgierskiego Trybunału Konstytucyjnego rozmawia Jacek Przybylski.
Jacek Przybylski: Nowy premier Péter Magyar nie zamierza czekać do marca 2029 r., kiedy to wygasa pana kadencja. Publicznie ogłosił już, że najpóźniej do 20 sierpnia Węgry będą miały nowego prezydenta. Co więcej, po zmianie konstytucji szef rządu chce w ten sposób odwołać nie tylko pana, lecz także prezesa Trybunału Konstytucyjnego i prezesa Sądu Najwyższego. Pytając bez ogródek: Czy Péter Magyar planuje właśnie przejęcie władzy absolutnej na Węgrzech?
Tamás Sulyok: Premier już podczas kampanii, a także wielokrotnie od czasu wyborów, otwarcie deklarował, że usunie mnie z urzędu, jeśli nie zrezygnuję dobrowolnie. Na Węgrzech status prawny, ramy funkcjonowania oraz kompetencje prezydenta określa ustawa zasadnicza. Nie mam powodów do dymisji, a premier jak dotąd nie znalazł publicznoprawnego uzasadnienia dla mojego usunięcia.
Usunięcie to – podobnie jak w przypadku pozostałych wspomnianych urzędników państwowych – tłumaczy powodami politycznymi. Są to jednak – podkreślam – powody polityczne, na podstawie których nie można nas usunąć w ramach państwa prawa.