...
Dom SportOto największy problem Legii. Nawet Papszun już nie wytrzymał

Oto największy problem Legii. Nawet Papszun już nie wytrzymał

przez admin

Po meczu Legii z Górnikiem Zabrze (0:0) spokojnie można wrócić do słów Marka Papszuna po niedzielnym spotkaniu z Lechem Poznań (1:2). Jeśli Legia chce o coś walczyć, potrzebuje jakości. Tej w piątek zabrakło, by w ogóle podjąć walkę o zwycięstwo z drużyną Michala Gasparika. Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google

Miał być hit, a był kit. Po dobrym, choć przegranym meczu z Lechem Poznań, Legia Warszawa totalnie rozczarowała w Zabrzu. Po takim spotkaniu trudno powiedzieć, że drużyna Marka Papszuna zrobiła cokolwiek, by ten mecz wygrać. Bezradność w ofensywie Warszawiaków znów mocno biła po oczach.

Zobacz wideo NAGLE ZOSTAŁ KRÓLEM POLSKIEJ PIŁKI. NIESAMOWITY FENOMEN GRZEGORZA PIECHNY

Górnik chciał bardziej, oddał aż 18 strzałów, ale ani jednego celnego. Blisko był Jarosław Kubicki, jeszcze bliżej Ondrej Zmrzly, który trafił w poprzeczkę, ale to i tak mało jak na taki – teoretyczny – hit. Legia nie wygrała drugiego spotkania z pucharowiczem, a Papszun ma kolejny argument w publicznej dyskusji na temat pilnej potrzeby wzmocnienia drużyny.

Połowa jak partia w szachy

W teorii ten mecz miał wszystko, by porwać nas od początku do końca. W Zabrzu rywalizowały dwie dobre drużyny z bardzo dobrymi trenerami, a na pięknym stadionie zasiadły tysiące fanatycznych, głośnych kibiców. Stadionie, który przed meczem rozświetliły efektowne fajerwerki i na którym odbyło się równie imponujące muzyczne show. Do tego historia obu klubów, których mecze nazywano kiedyś derbami Polski. W końcu to dwa z trzech najbardziej utytułowanych klubów w naszym kraju. Nic tylko grać i strzelać gole.

Ale o pierwszej połowie można powiedzieć tylko tyle, że się odbyła. Kibice, którzy oczekiwali w Zabrzu wielkiego widowiska, musieli być rozczarowani. Dość powiedzieć, że w całym meczu nie zobaczyliśmy ani jednego celnego strzału. W pierwszej połowie więcej prób – siedem przy dwóch Legii – miał Górnik, ale tylko jedna – Kubickiego – mogła zakończyć się golem.

Z drugiej strony było jeszcze mniej. Mimo że Legia miała minimalną przewagę w posiadaniu piłki, to praktycznie w ogóle nie zagrażała bramce Philippa Schulze. Najlepszą sytuację Warszawiacy mieli wtedy, gdy po podaniu Kacpra Chodyny niecelnie uderzał Mateusz Szczepaniak.

Wielki szacunek, jakim na przedmeczowych konferencjach prasowych darzyli się Papszun i Gasparik, mocno przełożył się na to, co zobaczyliśmy na boisku w Zabrzu. – Trener taktyczny? Właśnie tak postrzegam siebie i trenera Gasparika. Dostrzegam u niego niesamowitą, analityczną pracę włożoną w przygotowanie drużyny pod konkretnych rywali. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zagra Górnik – mówił Papszun.

– Muszę podkreślić jeszcze jedną rzecz: sama taktyka to za mało. Górnik imponuje mi też pod kątem wolicjonalnym. Nie jest sztuką nakreślić plan na tablicy. Sztuką jest przekonać do niego drużynę tak, by realizowała go z pełnym zaangażowaniem – dodawał. 

Papszun wskazał największy problem Legii

Jeszcze w trakcie drugiej połowy Zabrzanie nie zostawili żadnych wątpliwości: to oni w piątek chcieli bardziej. To oni zrobili więcej, by wygrać. Ostatecznie Górnik oddał aż 18 strzałów przy zaledwie czterech Legii. Najbliżej trafienia był Zmrzly, a nawet statystyka oczekiwanych goli u gospodarzy (1,31) wskazuje, że na bramkę zasłużyli. Jeśli po tym meczu ktoś może czuć się rozczarowany, to tylko piłkarze Gasparika.

O ile w pierwszej połowie zachowawczą grę Legii można zrozumieć, o tyle to, co działo się po przerwie, jest trudne do wytłumaczenia. Zwłaszcza że we wtorek drużyna Gasparika grała w Pucharze Polski, w którym dopiero po dogrywce i rzutach karnych wyeliminowała Piasta Gliwice. Legia miała więcej czasu na przygotowania do piątkowego spotkania i więcej sił, ale i to było za mało, by wygrać.

Legia rozczarowała z jeszcze jednej perspektywy. Mimo porażki w niedzielę z Lechem drużyna Papszuna na tle najlepszej drużyny w Polsce zaprezentowała się naprawdę nieźle. Warszawiacy nie zasłużyli na porażkę, rozegrali jedno z najlepszych spotkań za kadencji obecnego trenera. Ale znów nie było u niej ciągłości.

Jedyni piłkarze, jakich można pochwalić po meczu w Zabrzu to Rafał Augustyniak, który podobnie jak w niedzielę był liderem obrony, oraz Bartosz Kapustka, który skutecznie ograniczył Kacpra Urbańskiego. Legionistów można chwalić tylko za to, co w defensywie – to bardzo wymowne. Z przodu, jak w kilku innych meczach tego sezonu, było bardzo biednie.

W środku pola nie błyszczał Wojciech Urbański, występ Szczepaniaka był nieporozumieniem, nic nie dali wahadłowi, napastnicy oraz zmiennicy. Legia jest dzisiaj drużyną, której mocno odczuwalna jest absencja Rafała Adamskiego, czyli piłkarza, który jeszcze rok temu zdobywał bramki w beniaminku I ligi – Pogoni Grodzisk Mazowiecki.

W tym momencie trudno znów nie wrócić do słów Papszuna z konferencji prasowej po meczu z Lechem. To tam trener Warszawiaków najmocniej uderzył w największy brak własnej. Tak, jakby chciał zachęcić władze klubu do działania już zimą. – Jeśli chcemy na poważnie walczyć to musimy mieć jakość. Czy to przez rozwój piłkarzy, czy to przez skauting – mówił Papszun.

Ten brak jakości z przodu kolejny raz bił po oczach w piątek. Bił bardzo mocno, bo Legia nie zrobiła nic, by w Zabrzu wygrać. A szkoda, bo nie tego się spodziewaliśmy.

Zobacz inne