...
Dom SportOto najjaśniejsza gwiazda w Europie. Przebił wszystkich. Dzieło życia

Oto najjaśniejsza gwiazda w Europie. Przebił wszystkich. Dzieło życia

przez admin

Choć Ligę Mistrzów pierwszy raz wygrał już jedenaście lat temu, dopiero ostatnie kilkanaście miesięcy pokazało pełnię trenerskiej klasy Luisa Enrique. Przez wiele lat był w cieniu wielkich rówieśników, z Pepem Guardiolą na czele. Dziś to on jest jednak najjaśniejszą gwiazdą na trenerskim rynku.

Gdy w sierpniu 1992 roku polska kadra olimpijska Janusza Wójcika przegrywała finał olimpijski z Hiszpanią, w środku pomocy gospodarzy grali 21-letni Pep Guardiola i osiem miesięcy starszy Luis Enrique. Obaj przez kolejną dekadę grali wspólnie w reprezentacji Hiszpanii i przez pięć lat w Barcelonie. Są rówieśnikami i nie ma wątpliwości, że jako piłkarze należeli do tego samego pokolenia. Choć brzmi to paradoksalnie, jako trenerzy obaj wydają się jakby pochodzić z innych generacji.

Zobacz wideo Kontrowersyjne metody szkoleniowe Artety. Żelazny: To jak coach z internetu

Podczas gdy każde niepowodzenie trenera Manchesteru City rozpoczyna dyskusję, czy jego pomysł na futbol już się zużył, jego koledze z Paris Saint-Germain towarzyszą pytania, czy tak wygląda piłka nożna przyszłości. Wystarczyło, że Guardiola raz usiadł kiedyś przy ławce i już było wiadomo, że wkrótce dołączy do panteonu tego zawodu. Enrique prawdziwe docenienie znajduje dopiero kilkanaście lat później. Bo obecne PSG to jego niewątpliwe dzieło życia.

Obecny futbol, stawiający przed trenerami często niemożliwe do spełnienia wymagania, cechuje się niecierpliwością właścicieli i łatwością, z jaką pojedyncze niepowodzenia psują opinię. Jednocześnie elitarnych klubów, które sezon bez trofeum uznają za katastrofę, jest coraz więcej, a posiadanie odpowiedniego trenera jest dziś uznawane za niezbędne do osiągania sukcesów, co w przeszłości oczywiste nie było. Elita musi więc wykazywać się kreatywnością. Wychowywać trenerów, jak próbują Real Madryt, Manchester United, czy już od kilku lat Arsenal. Dawać im szansę, mimo wcześniejszych niepowodzeń, jak Barcelona, zatrudniając Hansiego Flicka po fiasku pracy z reprezentacją Niemiec. Albo sięgając po rozwiązania absolutnie nieoczywiste, jak Bayern Monachium po Vincenta Kompany’ego chwilę po jego spadku z Premier League.

Na tym tle kariera Enrique jest nietypowa. Metrykalnie nie należy do nowej fali. Od Kompany’ego, którego właśnie wyrzucił z Ligi Mistrzów, jest starszy o 16 lat i spokojnie zdążyłby być jego trenerem. Gdy debiutował w zawodzie, pracował w nim jeszcze sir Alex Ferguson, a Jose Mourinho był w szczycie trenerskiej chwały. Gorącymi nowymi nazwiskami byli Juergen Klopp, Thomas Tuchel, czy Diego Simeone. W tym pokoleniu Enrique pozostawał zaledwie obietnicą. Prowadził rezerwy Barcelony, gdy Guardiolę przesunięto z nich do trenowania pierwszej drużyny. Kluby chcące znaleźć nowego Pepa chętnie zatrudniały wówczas trenerów rezerw, a ten z drugiej Barcelony stał się naturalnie pożądaną postacią na rynku. Amerykańscy właściciele Romy namówili go na przenosiny do stolicy Włoch, by tam zbudował drugą Barcelonę.

Niedoceniane sukcesy

Eksperyment potrwał sezon. Po tym, jak Enrique nie zdołał awansować do europejskich pucharów uznano, że Guardioli z niego nie będzie. Celta Vigo, jaką dostał po roku przerwy, była zejściem na znacznie niższy poziom. Cudów też tam nie osiągnął, bo dziewiąte miejsce było co najwyżej solidne. Barcelonę w 2014 roku dostał za to, jakim wciąż mógł zostać trenerem, ale nie za to, jakim był. Choć zdobył dla niej dwa mistrzostwa Hiszpanii i wygrał – ostatnią dotąd – Ligę Mistrzów, wciąż uchodził za beneficjenta tego, że prowadził drużynę z Neymarem, Luisem Suarezem i Leo Messim w ataku niż jej twórcę. Oczekiwania wobec Barcelony były w tamtym czasie tak ekstremalne, że każdą wygraną przyjmowano jako oczywistość, a porażkę jako tragedię. Mimo że coś takiego w futbolu nie istnieje, nierzadko twierdzono, że Enrique prowadzi samograj.

Z klubowej piłki wypisał się na lata. Po rocznej przerwie objął reprezentację Hiszpanii, którą zostawił ze względu na poważną chorobę córki. Po jej śmierci wrócił do pracy selekcjonera, ale nie spełnił oczekiwań. Podejmował bardzo nieoczywiste wybory kadrowe, kłócił się z całym światem, chciał reformować wszystko naraz, co w pracy selekcjonera rzadko przynosi efekt. Odszedł po rozczarowującym mundialu zakończonym odpadnięciem w ćwierćfinale. Półtora roku później jego następca, pracujący znacznie spokojniej i bez rozgłosu, sięgnął po mistrzostwo Europy. Częścią prawdy będzie stwierdzenie, że podwaliny pod ten sukces położył Enrique. Drugą częścią, że Luis De La Fuente pokazał, ile było możliwe z tą drużyną, gdyby tylko dać jej trochę spokoju.

Zobacz inne