Arsenal ograł Atletico Madryt 1:0 (2:1 w dwumeczu) po bramce Bukayo Saki w 44. minucie i awansował do finału Ligi Mistrzów. Dla Londyńczyków to pierwszy taki sukces od sezonu 2005/06. Kibice „Rojiblancos” mogą być rozczarowani, gdyż Hiszpanie nie wykorzystali kilku dogodnych sytuacji do strzelenia gola. Najlepsze z nich mieli w drugiej połowie Giuliano Simeone i Alexander Sorloth.
We wtorek 5 maja oczy kibiców piłkarskich z całego świata zwrócone były na Emirates Stadium w Londynie. W rewanżowym starciu półfinałowym Ligi Mistrzów Arsenal podejmował Atletico Madryt. Przed tygodniem po bramkach Viktora Gyokeresa i Juliana Alvareza z rzutów karnych padł remis 1:1. Mecz ten jednak był głównie komentowany ze względu na kontrowersyjne decyzje podejmowane przez sędziego Danny’ego Makkelie.
Zobacz wideo Żelazny mocno o trenerze Arsenalu: Arteta to trener z Instagrama
Przed wtorkowym rewanżem jasne było, że Mikel Arteta i Diego Simeone nie zlekceważą siebie nawzajem. Hiszpański szkoleniowiec „Kanonierów” podkreślał, że jego klub czekał na okazję gry w finale LM od 20 lat i nie zamierza jej zmarnować. „Cholo” z kolei w swoim stylu postawił na prowokację i wyjawił, że chcąc uniknąć powtórki z fazy ligowej, gdy Arsenal wygrał aż 4:0, poprosił o… zmianę hotelu.
Obie ekipy miały swego rodzaju problemy kadrowe. W zespole z Londynu kontuzjowani są Jurrien Timber oraz Mikel Merino, a w drużynie „Rojiblancos” zabrakło Nicolasa Gonzaleza i Pablo Barriosa. Fani Atletico jednak z pewnością odetchnęli z ulgą, gdy zobaczyli w wyjściowej jedenastce Juliana Alvareza, który przed tygodniem opuścił murawę z powodu urazu. Kibice Arsenalu z kolei mogli cieszyć się z obecności w kadrze meczowej Martina Odegaarda oraz Kaia Havertza.
Długo wiało nudą. Nagle padł gol do szatni
Jak można było się spodziewać – w pierwszych minutach obserwowaliśmy piłkarskie szachy i walkę w środkowej strefie boiska. Jako pierwsi do głosu doszli gracze Atletico, a konkretnie Julian Alvarez, który jednak spudłował z kilku metrów po dograniu od Giuliano Simeone. Niedługo później, po akcji Antoine’a Griezmanna prawą stroną i mocnym podaniu Francuza, interweniować musiał David Raya.
Odpowiedź Arsenalu przyszła dopiero po 19 minutach gry. Po zamieszaniu w polu karnym piłkę do Gabriela wystawił Miles Lewis-Skelly. Brazylijczyk huknął po ziemi, ale futbolówka nieznacznie minęła bramkę strzeżoną przez Jana Oblaka. Londyńczycy byli blisko otwarcia wyniku kilka minut później, ale po doskonałym podaniu Lewisa-Skelly’ego tuż przed bramkę, żaden z jego kolegów nie zdołał wpakować piłki do siatki.
W 82. minucie wydawało się, że z boiska może wylecieć Marc Pubill, który szarpiąc Gyokeresa sprowadził go do parteru. Daniel Siebert jednak pokazał obrońcy Atletico tylko żółty kartonik. „Atleti” szukało swoich okazji, ale Marcos Llorente nie był w stanie zaskoczyć Davida Rayi. Jego koledzy zresztą także bili głowami w mur – między innymi Alexander Sorloth mógł pluć sobie w brodę, gdy w 86. minucie skiksował w polu karnym.
W końcówce meczu Arsenal walczył, by przetrwać napór Atletico. „Kanonierzy” świetnie prezentowali się w obronie i zdołali utrzymać korzystny wynik do samego końca. Po raz pierwszy od sezonu 2005/06 to klub z czerwonej części północnego Londynu zameldował się w finale najważniejszych klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie.
Finał Ligi Mistrzów odbędzie się w sobotę 30 maja w Budapeszcie. Rywalem Arsenalu w stolicy Węgier będzie zwycięzca dwumeczu pomiędzy Bayernem Monachium a PSG. Przed tygodniem w Paryżu górą byli podopieczni Luisa Enrique, którzy po szalonym spotkaniu zwyciężyli 5:4.
Arsenal 1:0 Atletico Madryt (44′ Saka)
- Arsenal: Raya – White, Saliba, Gabriel, Calafiori (58. Hincapie) – Rice, Lewis-Skelly (73. Zubimendi) – Saka (58. Madueke), Eze (58. Odegaard), Trossard (83. Martinelli) – Gyokeres
- Atletico: Oblak – Pubill, Le Normand (58. Molina), Hancko, Ruggeri – Simeone (58. Sorloth), Llorente, Koke, Lookman (58. Cardoso) – Griezmann (67. Baena), Alvarez (67. Almada)
- Żółte kartki: Kepa (Arsenal) Pubill, Llorente, Koke (Atletico)
- Sędzia: Daniel Siebert (Niemcy)
Zobacz też: UEFA zabierze Włochom Euro? Boniek mówi wprost: „Pisała już kilka razy”