W ćwierćfinale Ligi Mistrzów Barcelona staje się ulubioną ofiarą Atletico Madryt. Po środowym 0:2 w pierwszym meczu tej fazy rozgrywek czarny scenariusz dla Katalończyków zaczął się właśnie spełniać po raz trzeci.
Spór o rzut karny dla Barcelony i potencjalną czerwoną kartkę dla obrońcy Atletico Marca Pubilla w 54. min meczu na Camp Nou to największa kontrowersja dotycząca pracy rumuńskiego sędziego Iscvana Kovacsa. Przy wznowieniu gry bramkarz Atletico Juan Musso podał piłkę do Hiszpana, który zatrzymał ją ręką, po czym sam rozpoczął akcję od bramki. Kibice Barcelony, piłkarze, a także trener Hansi Flick domagali się jedenastki za rękę Pubilla, uważając, że piłka była w grze już po zagraniu Musso.
Zobacz wideo Kosecki o Lewandowskim: Robert powinien zostać w reprezentacji i walczyć
Słabość Barcelony
Zdania sędziowskich ekspertów są podzielone. Były arbiter Iturralde Gonzalez, współpracujący z madryckim dziennikiem „As”, uważa, że Kovacs popełnił gruby błąd. Jego zdaniem powinien podyktować karnego dla Barcelony i wyrzucić Pubilla z boiska. Inny były sędzia, Alfonso Perez Burrull, stwierdza jednak w „Marce”, że Rumun postąpił słusznie – „z duchem gry”. Pomocnik Atletico Guliano Simeone przekonuje, że w jego zespole gry nigdy nie wznawia bramkarz, zawsze jeden z obrońców. Gorący spór nie zmienia faktu, że po zwycięstwie w Barcelonie 2:0 Atletico jest o krok od awansu do półfinału Ligi Mistrzów.
Trener Diego Simeone, który prowadzi klub z Madrytu od 2011 roku, dopiero po raz pierwszy poznał smak zwycięstwa na Camp Nou. W ćwierćfinale Champions League z Barceloną mierzy się jednak po raz trzeci i jest bliski trzeciego triumfu. W 2014 roku Atletico wyeliminowało z rozgrywek drużynę Gerardo Martino, dwa lata później było lepsze od Barcelony prowadzonej przez Luisa Enrique. W obu przypadkach zespół Simeone dotarł potem do finału Ligi Mistrzów, przegrywając go dwa razy z Realem Madryt.