Ukraińskie drony paraliżują rosyjską branżę naftową i sięgają miejsc na zapleczu armii rosyjskiej, oddalonych dwa tysiące kilometrów od frontu. W Moskwie obawiają się, że to tak naprawdę zapowiedź kolejnej operacji „Pajęczyna”.
Tuapse to znane turystyczne miasto nad Morzem Czarnym w Kraju Krasnodarskim. Ostatnio władze musiały odwołać zajęcia w tamtejszych szkołach, a mieszkańcom zalecono, by nie opuszczali bez potrzeby swoich mieszkań i domów. Wszystko przez ukraińskie drony, które ostatnio co najmniej dwukrotnie atakowały tamtejszy terminal naftowy i rafinerię. Służby do dzisiaj nie poradziły sobie ze skutkami tych ataków.
– Proszę rozejrzeć się dookoła – to wygląda jak katastrofa ekologiczna. Z nieba kapie ropa, wszędzie dym, zwierzęta i ptaki są pokryte substancjami ropopochodnymi – mówi jedna z mieszkanek w rozmowie z korespondentem krasnodarskiego portalu 93.ru. W rosyjskich kanałach na Telegramie znajdziemy nawet kilka zdjęć z satelity, na których widać ogromną czarną plamę u pobliskiego wybrzeża. Mieszkańcy i regionalne media alarmują, a szef jedynej legalnie działającej opozycyjnej partii Jabłoko Nikołaj Rybakow mówi o katastrofie ekologicznej „na skalę federalną”, która „zagraża zdrowiu tysięcy ludzi”. Na Kremlu cisza, tam najwyraźniej nie nadążają za atakami ukraińskich dronów.
Cicha ofensywa Ukrainy. Jak drony niszczą kluczowe cele w głębi Rosji
W poniedziałek rosyjskie media poinformowały o zmasowanym ataku ukraińskich dronów na Sewastopol. Bilans: uszkodzono kilkanaście przedsiębiorstw i budynków administracyjnych. Władze okupowanego przez Rosję półwyspu mówią o największym ataku dronów od początku wielkiej wojny. Ostatnio ukraińskie drony trafiły tam w trzy okręty desantowe, od początku wojny paraliżują rosyjską Flotę Czarnomorską.
– W Rosji obrona przeciwlotnicza osłania jedynie Moskwę, rezydencje Putina i linię frontu. Z resztą jest gorzej – mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksij Melnyk, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego z kijowskiego Centrum Razumkowa.
Wystrzeliwane przez siły Kijowa drony dolatują już do bardzo oddalonych od linii frontu i znajdujących się w głębi Rosji celów. W nocy z niedzieli na poniedziałek w wyniku kilkunastu eksplozji doszło do wielkiego pożaru w rafinerii w Jarosławiu – jednej z największych w kraju, przez którą przechodzi ok. 5 proc. przerabianej w Rosji ropy. Co ciekawe, obiekt ten znajduje się w odległości 700 km od granicy rosyjsko-ukraińskiej. I wygląda na to, że to nie jest szczyt ukraińskich możliwości.
W weekend drony doleciały do Uralu, o czym informowały władze Jekaterynburga i Czelabińska. A to oznacza, że bezzałogowce armii ukraińskiej pokonały 1 800 km, bijąc rekordy, nie tylko tej wojny.
– Żadnej armii, która dotychczas prowadziła z Rosją wojnę, nie udało się dokonać czegoś takiego. Nawet w czasach II wojny światowej siły niemieckiej Luftwaffe nie sięgały Uralu – mówi Melnyk.
O skali uderzeń ukraińskich dronów świadczy chociażby to, że rosyjscy wojskowi informowali w ubiegłym tygodniu o przechwyceniu w sumie ponad 2 700 dronów. Czy to oznacza, że Ukrainie udało się przejąć inicjatywę? – Ukraina uderza w cele na dalekim zapleczu Rosjan, by osłabić zdolności bojowe armii Putina. Na celowniku przede wszystkim znajdują się obiekty infrastruktury naftowej i paliwowej, ale też logistyka: magazyny i terminale. Ukraina uderza też w przemysł zbrojeniowy oraz powiązane z nim zakłady produkcyjne – tłumaczy nam ukraiński ekspert.
– Wszystko po to, by zaburzyć potencjał ofensywny rosyjskiej armii – dodaje.
Moskwa znów straszy użyciem broni atomowej. Ukraiński ekspert: Rosja wyczerpała możliwości
Rządzący w Moskwie zachowują się zaś tak, jak gdyby nigdy nic, a rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow jedynie zapewnił, że Putin nawet „kilka razy dziennie” otrzymuje informacje z frontów wojny z Ukrainą.
– Myślę, że nikt nic nie mówi, bo Rosja szykuje odpowiedź albo nawet serię odpowiedzi. W takich sytuacjach komentarze zazwyczaj są zbędne – mówi „Rzeczpospolitej” Aleksiej Muchin, moskiewski prokremlowski politolog. W środowisku prorządowych ekspertów wojskowych w Rosji obawiają się powtórki operacji „Pajęczyna”, w wyniku której SBU uderzyło w czerwcu zeszłego roku w oddalone od Ukrainy rosyjskie lotniska, niszcząc od kilkunastu do kilkudziesięciu bombowców strategicznych. Wówczas drony do Rosji dotarły w ciężarówkach, z których wystartowały.
– Obawy Rosjan dotyczące możliwości powtórki takiej operacji są całkowicie zasadne – uważa Melnyk i przypomina niedawną wypowiedź byłego ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu, który jeszcze w marcu ostrzegał, że ukraińskie drony dolecą do Uralu.
Tymczasem prokremlowski publicysta „Moskiewskiego Komsomolca” Siergiej Koldin namawia władze do „demonstracji zdecydowanej gotowości do użycia taktycznej broni jądrowej”.
„Oczywiście wcześniej należy uprzedzić przeciwnika o planowanym użyciu uderzeń jądrowych – dać mu możliwość ewakuacji ludności cywilnej, a może nawet skłonić do opamiętania się i w końcu przyjęcia rosyjskich propozycji pokojowych. Ale jeśli groźbę uznają za blef, trzeba będzie ją zrealizować!” – czytamy w opublikowanym w poniedziałek artykule.
– To jedynie potwierdza, że Rosja wyczerpała możliwości i nie jest w stanie osiągnąć swoich celów w tej wojnie przy pomocy broni konwencjonalnej. Pozostał jedynie szantaż jądrowy – twierdzi ukraiński analityk. Kreml najwyraźniej mści się na ludności cywilnej w Ukrainie. W nocy z niedzieli na poniedziałek przeprowadzono zmasowany atak dronów na Odessę. Ucierpiało czternaście osób, w tym dwoje dzieci.
Tymczasem w nocy z 27 na 28 kwietnia Ukraińcy przeprowadzili ponownie udany atak na rafinerię w Tuapse. Rosjanie poinformowali o pożarze na terenie rafinerii. Należący do Rosnieftu obiekt w normalnych warunkach przerabia rocznie 12 mln baryłek ropy.
