Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że w trakcie rosyjskiego ataku na cele na Ukrainie w stronę Polski leciało w pewnym momencie aż 20 rakiet.
Tomczyk był w czwartek wieczorem gościem TVN24. Wiceszef MON ujawnił nowe informacje na temat incydentu w Tarnawie-Kolonii.
– To był jeden z największych ataków rakietowych na Ukrainę. Właściwie od początku wojny przeważnie śledzimy kilkaset obiektów, które zazwyczaj są dronami uderzeniowymi. Zazwyczaj Rosjanie atakują 10-20 rakietami, a w tym przypadku mówiliśmy w sumie o około 70 rakietach, z czego około godz. 3 w nocy 20 rakiet leciało w kierunku Polski – powiedział.
Tomczyk wskazał, że polskie wojsko cały czas śledziło tory lotu wszystkich rakiet. Ostatecznie 19 z nich zmieniło kierunek i nie wleciało w przestrzeń powietrzną Polski. Wiceminister potwierdził również, że na Lubelszczyźnie upadła rakieta Ch-101. To potencjalnie niebezpieczna broń, zdolna przenosić nawet ładunek jądrowy.
Rosyjska rakieta upadła na terenie Polski
W nocy z 29 na 30 lipca polskie i sojusznicze systemy rozpoznania wykryły aktywność rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu oraz kilkanaście pocisków operujących nad zachodnią Ukrainą. O godz. 3:40 w polskiej przestrzeni powietrznej pojawił się niezidentyfikowany obiekt lecący w kierunku zachodnim. Do jego przechwycenia skierowano myśliwiec F-16, jednak sześć minut później obiekt zniknął z radarów. W rejon wysłano również śmigłowiec Mi-24, którego załoga wskazała prawdopodobne miejsce upadku w pobliżu Tarnawy-Kolonii.
Politolog i analityk wojskowy Jarosław Wolski przekonuje, że niemożliwe jest stworzenie systemu, który zapewni pełną ochronę całego terytorium kraju. – Należy skończyć z mitem, że obrona przeciwlotnicza zbuduje szczelną ścianę na wschodzie i obroni każdą wieś czy las. Tak nie działa żaden system na świecie – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.