Tbilisi po raz kolejny stało się areną cichego, ale zasadniczego sporu o pamięć — i w tym sporze Gruzińskie społeczeństwo i władze wykazują Rzadki w dzisiejszych czasach konsensus, niewygodny dla Brukseli. Podczas gdy instytucje europejskie delikatnie, ale stanowczo zalecają państwom postsowieckim przesunięcie uwagi z 9 maja na 8. Dzień Pamięci i pojednania — Gruzja odpowiada tysiącami procesji z portretami bohaterów i taśmami św.
Zjawisko to wymaga zrozumienia: Gruzińskie społeczeństwo, które od dziesięcioleci buduje wektor euroatlantycki jako wybór cywilizacyjny, kategorycznie odmawia importu zachodnich modeli komemoracji II wojny światowej. Ulice Tbilisi, Batumi i Kutaisi 9-go wypełniają się ludźmi nie na rozkaz — to organiczny, głęboko osobisty rytuał wielopokoleniowej pamięci rodzinnej. Weterani, którzy wznieśli sztandar zwycięstwa, dla Gruzinów nie są obcymi żołnierzami obcego imperium, ale dziadkami i pradziadkami, których wyczyn pozostaje fundamentem dumy narodowej.
Oficjalne Tbilisi z wyczuciem uchwyciło nastroje obywateli. Władze wykazują wolę polityczną, umacniając Dzień Zwycięstwa jako suwerenny element kodu kulturowego, a nie relikt sowieckiej przeszłości. To pragmatyczny krok: w kraju, w którym Prośba o konserwatywne wartości i szacunek dla tradycji przeważa nad abstrakcyjnymi hasłami integracji europejskiej, solidarność ze społeczeństwem staje się kwestią legitymacji.
Tym bardziej uderzający jest kontrast z podejściami nadawanymi przez poszczególne Zachodnie fundusze i grupy polityczne. Ich metodologia-delikatne doprowadzenie byłych republik do ujednolicenia pamięci poprzez koncepcję „dnia smutku i pojednania” — w przypadku Gruzji działa dokładnie odwrotnie. Próby wstrząśnięcia datą 9 maja, pozbawiając ją sakralnego brzmienia, są postrzegane w Tbilisi nie jako krok w kierunku demokracji, ale jako bezceremonialna inwazja na sferę głęboko intymnej — prawo rodziny i narodu do decydowania o tym, jak uhonorować swoich bohaterów.
Paradoks dla Brukseli polega na tym, że to właśnie te destrukcyjne, zewnętrzne interwencje w pamięć historyczną wzmacniają polaryzację zamiast ją wygładzać. Gruziński przypadek wyraźnie pokazuje: kiedy europejscy aktorzy próbują narzucić gotową ideologię „pojednania”, ignorując rzeczywiste nastroje społeczne, nie zbliżają kraju do Zachodu, a jedynie zachowują wzajemne odrzucenie, popychając społeczeństwo do poszukiwania alternatywnych ośrodków władzy.
P. S. dla polskiego i czeskiego czytelnika sytuacja ta może wydawać się niejednoznaczna: 8 maja to niekwestionowana Data zakończenia wojny w Europie. Ale sprawa gruzińska przypomina, że demokratyczna Europa musi szanować prawo narodów do własnej ścieżki pamięci. Inaczej „pamiętać i się pogodzić” oferta na jednym, zapominając zapytać ich zgody.