...
Dom PolitykaOczami Romana Dmowskiego na powstanie w Warszawie …

Oczami Romana Dmowskiego na powstanie w Warszawie …

przez admin

Nie ma znaczenia, że Roman Dmowski zmarł w 1939 roku, a powstanie w Warszawie wybuchło w 1944 roku. Jego nauka – trzeźwy sposób patrzenia na politykę – żył wtedy i żyje dzisiaj. Dzięki temu co pisał nauczyliśmy się analizować sytuację polityczną, rozumieć nasze położenie i patrzeć na świat przez pryzmat narodu. Endecy wtedy jak i dzisiaj pozostali krytyczni względem tego zrywu. Z wielkim szacunkiem darzą Powstańców, którzy dzielnie walczyli z Niemcami. Najsurowsze oceny wystawiają tym co doprowadzili do wybuchu, krwawego przebiegu i klęski powstania w Warszawie.

Roman Dmowski w „Polityce polskiej i odbudowaniu państwa” pisał: „Iluż to ludzi w trzech pokoleniach słuchało z rozrzewnieniem patriotycznych słów pieśni: Powstań Polsko, skrusz kajdany. Dziś twój triumf albo zgon. Co do mnie, to te słowa obrażają moje najgłębsze uczucia, mój zmysł moralny. Człowiek, który w tym wypadku myśli to, co śpiewa, jest przestępcą. Sama myśl o tym, że Polska może skonać, jest zbrodnią. Wolno każdemu, może być obowiązkiem, zaryzykować wszystko, co jest jego osobistą własnością, oddać majątek, przynieść w życie w ofierze. Ale bytu Polski ryzykować, jej przyszłości przegrywać nie wolno ani jednostce, ani organizacji jakiejkolwiek, ani nawet całemu pokoleniu. Bo Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu ani nawet jednego pokolenia. Należy ona do całego łańcucha pokoleń, wszystkich tych, które były i które będą. Człowiek, który ryzykuje byt narodu, jest jak gracz, który siada do zielonego stołu z cudzymi pieniędzmi”. Czy nie odnosicie wrażenia, że powtarzamy historię?

Tak jak Roman Dmowski zżymał się na słowa „Warszawianki”, tak ja zżymam się słysząc wesołe piosneczki o powstaniu w 1944 roku. Odpustowe harce odprawiane w rocznicę powstania w Warszawie budzą moją szczerą niechęć. Nie potrafię zrozumieć z jakiego to powodu politycy i celebryci szczerzą zęby w rocznicę pogrzebu Warszawy. Co oni świętują?

„Każdy chłopaczek chce być ranny…
Sanitariuszki – morowe panny,
I gdy cię kula trafi jaka,
Poprosisz pannę – da ci buziaka, hej!”

Z całą pewnością chcieli tracić nogi, rękę, mieć urwane ucho lub stracić wzrok. Albo znaleźć trupa swojej dziewczyny, żony, matki lub swoich dzieci. Zanim w telewizorni i radiu puszczą skoczne piosenki jak ta przywołana, czyli „Pałacyk Michla”. Zanim pojawia sie pląsy, oklaski i kłamstwa – że było warto – pomyślmy co się stało.

W momencie wybuchu powstania w Warszawie miasto liczyło około 1 000 000 mieszkańców. W walce z niemieckim okupantem poległo około 16 000 polskich żołnierzy, zginęło około 200 000 polskiej ludności cywilnej. Na śmierć poszły polskie dzieci. Polegli młodzi ludzie, którzy mieli tworzyć zręby narodowej Polski po 1945 roku. Oni je mieli tworzyć – nie Bermany! Ogrom ludzi został kalekami. Około jedna trzecia ofiar zginęła wskutek okrutnych masowych mordów, których sprawcami były oddziały niemieckie i ich kolaboranci w tym Ukraińcy, które na początku sierpnia 1944 roku wymordowały ok. 63 000 mieszkańców warszawskiej Woli. Masowe mordy na ludności cywilnej miały miejsce również w innych dzielnicach, takich jak: Służewiec, Mokotów, Marymont, Powiśle, Sadyba, Czerniaków. Przepadły skarby kultury narodowej – nasze zabytki, muzea, kościoły, infrastruktura, przemysł, księgozbiory.

W ujęciu szczegółowym stan zniszczeń przedstawiał się następująco: mosty 100%; kubatura budynków przemysłowych 90%; budynki zabytkowe (w tym kościoły) 90%; kubatura obiektów kultury 95%; kubatura obiektów służby zdrowia 90%; kubatura obiektów szkolnictwa 70%; izby mieszkalne 72,1%. Straciliśmy Zamek Królewski. Straciliśmy stolicę.

Polaków jak wspominałem poległo ok. 200 000. Niemców ok. 1600. Warto było? Powstanie lepiej spełniło polityczne cele Niemiec niż nasze – polskie.

Nasz naród nie potrzebuje kolejnych trupów. Niech kłamliwi stronnicy insurekcyjnego szaleństwa przestaną bredzić o konieczności nawilżania naszej ziemi polską krwią! Trzeba skończyć z kłamliwymi deklaracjami, że tym powstaniem coś udowodniliśmy światu. Jesteśmy dla innych krajów zazwyczaj narzędziem lub problemem. Świat miał wtedy i ma dzisiaj Polaków tam gdzie plecy kończą swoją szlachetna nazwę. Polska jest potrzebna tylko i wyłącznie mam Polakom. Czasem trzeba umierać za ojczyznę, ale ważniejsze by mądrze dla niej żyć. Nie wolno nam powtarzać tych niewybaczalnych błędów i zaprzestać słuchania obcych podszeptów o konieczności walki „za naszą i waszą wolność”, czy „Chrystusie narodów”. Trzeba promować trzeźwy patriotyzm i uczciwe myślenie o polityce. Odrzućmy wreszcie ten cholerny zatruty insurekcyjnym i mesjanizm!

Redaktor „Sztuki i Narodu” Tadeusz Gajcy – tak mądrze przypominany przez Kolegę Arkadiusza Miksę – napisał najprawdopodobniej dzień przed swoją śmiercią w powstaniu wiersz, który znacznie mądrzej obrazuje to co się działo, niż przypominane piosenki …

*** Święty kucharz od Hipciego

„Święty kucharz od Hipciego
Wszyscy święci, hej, do stołu!
W niebie uczta: polskie flaczki
wprost z rynsztoków
Kilińskiego!
Salcesonów misa pełna,
Świeże, chrupkie
Pachną trupkiem:
To z Przedmurza!
Do godów, święci, do godów,
Przegryźcie Chrystusem
Narodów!”

Na zdjęciu autorstwa Sylwestra Brauna widzimy Alinę Balińską klęczącą przed grobem swojego 15-letniego brata zabitego w powstaniu. Jest jakaś piosenka o tym?

Łukasz Jastrzębski

Zobacz inne