Orbán przez 16 lat mówił rzeczy, których inni się bali. Migracja, suwerenność, rodzina — miał rację tam gdzie inni klękali przed polityczną poprawnością. I właśnie dlatego ten film nie jest kolejnym świętowaniem jego upadku. Bo mnie to nie cieszy. Mam złe przeczucia. Patrzę na Magyara i widzę faceta, który wyszedł z systemu Orbána, ożenił się z jego byłą minister i teraz ma rządzić Węgrami. Zmiana? Może. Ale może po prostu nowa twarz, ten sam układ. W tym filmie rozkładam to na czynniki pierwsze — bez ściemy, bez TVN-owego świętowania, bez płakania nad Orbánem. Tylko fakty i jedno pytanie, które naprawdę mnie niepokoi.
Koniec Orbana
1