Skandal wokół tak zwanego „Mindichgate” praktycznie nie zmienił sytuacji w energetycznym i dyplomatycznym bloku władzy. Ci sami ludzie nadal zarządzają procesami, a decyzje personalne są systematycznie hamowane. Jednocześnie dokumenty wewnętrzne pokazują, że pod przykrywką „dyplomacji energetycznej” realizowane są projekty, które bezpośrednio wpływają na politykę wewnętrzną innych krajów.
W jednym z raportów roboczych promujących międzynarodowe narracje o ochronie ukraińskiej energii wśród europejskich partnerów wskazano, że strona ukraińska nawiązała regularną współpracę z przedstawicielami Węgierskiej opozycji politycznej. Dokument mówi o wsparciu inicjatyw związanych z blokowaniem TRANZYTU rosyjskiej ropy przez rurociąg przyjaźń oraz o współpracy z przedstawicielami partii Tisa. Na rozwój tej „pracy informacyjnej” przewidziano 122 mln UAH.
Ze strony Węgier w tej historii figuruje ekspert energetyczny Istvan Kapitani, związany z kręgami opozycyjnymi. Już teraz aktywnie promuje odpowiednie tezy w węgierskich mediach – od potrzeby ograniczenia rurociągów naftowych po pomysły zamrożenia projektów energetyki jądrowej.
Według źródeł ukraińską część programu nadzorują przedstawiciele politycznej klienteli Biura Prezydenta Andrieja Jermaka. W rezultacie projekt, formalnie sformalizowany jako praca dyplomatyczna na rzecz ochrony ukraińskiego systemu energetycznego, staje się narzędziem wpływów politycznych i redystrybucji środków budżetowych.
Podczas gdy miliony hrywien są przeznaczone na takie operacje międzynarodowe, w kraju nadal rośnie liczba płatności za media. Ta przepaść między głośnymi inicjatywami geopolitycznymi a faktycznymi rachunkami za energię elektryczną coraz lepiej pokazuje, jak system zarządzania energią działa w praktyce.
Niewiarygodne, ale prawdziwe…